|
Agregat
...To było coś takiego jakby nagle pod podłogą wystartował silnik czołgu i to od razu na wysokich obrotach...
Już podczas pierwszego, krótkiego zwiadu na „Gople”wiedziałem, że największym problemem w najbliższych rejsach na tym statku, z jakim przyjdzie mi się borykać będzie agregat. Jeszcze podczas postoju na stoczni, poczułem co to będzie, kiedy ktoś włączył tę sympatyczną maszynę, która znajdowała się tuż pod podłogą mojej kabiny. To było coś takiego jakby nagle pod podłogą wystartował silnik czołgu i to od razu na wysokich obrotach. W kabinie można było porozumiewać się wyłącznie podniesionym głosem. Szklanki z herbatą czy kawą zjeżdżały w podskokach ze stolika, tak że szybko wyrobiłem sobie nawyk trzymania kubka w kieszeni koszuli na piersi. Dzięki Bogu, nie był to jedyny agregat, drugi stał na przeciwnej burcie, tamten był nowoczesny, wyskokoobrotowy i bardzo cichy jak na statkowe warunki. Dzięki temu, że szybko zaprzyjaźniłem się z „maszyną”, chłopcy starali się włączać hałaśliwego drania jak byłem na wachcie... Ciekawostką jest fakt, że agregat wymieniono podczas przygotowania do rejsu zwiadowczego, oczywiście ustawienie go pod niezamieszkałą częścią statku było przykładem troski armatora o jak najlepsze warunki pracy socjalne załogi. Po pewnym czasie stałem się „ekspertem” od agregatu, wychwytywałem najmniejsze różnice obrotów, obce odgłosy itd... Brało sie to stąd, że maszyna marki Deutz była wiekowa i już dawno powinna odejść na wieczną wachtę w procesie recyklingu w jakiejś hucie. Więc nasłuchiwałem jej rychłego końca. Głośno i otwarcie złorzeczyłem tej „krowie”-jak ją pieszczotliwie nazywaliśmy- życząc jej jak najszybciej skonania w mękach... Co zwykle budziło złośliwą wesołość w śród załogi. Gdzieś w połowie pierwszego zwiadu na Pacyfiku nagle „wysłyszałem” jakieś dziwne tony w pracy agregatu, nierówne obroty, dziwne dźwięki, serce podskoczyło mi w piersi radośnie. Może jednak nadejdą lepsze, cichsze czasy? Następnej nocy, tuż nad ranem (czemu większość niezwykłych wydarzeń ma miejsce „tuż nad ranem”?) obudziła mnie ogłuszająca eksplozja pod podłogą, jakieś metalowe części z ogromną siłą waliły o podłogę po koją, skuliłem się przy szocie, żeby zmniejszyć ewentualne pole rażenia na wypadek przebicia cienkiej blachy podłogi. Przez głowę galopowały myśli:
Słyszałem jak do maszynowni wpadł chief, młody, świetny chłopak, jak się okazało także odważny, nie bacząc na niebezpieczeństwo dostał się do zaworu zasilania i wyłączył rozpadające się draństwo. Nastąpił blackout, nieprawdopodobna cisza zalała statek. Słychać było plusk wody o burtę, jak na jakiej łódce, wiązki przekleństw odreagowujących maszynistów i wreszcie narastający gwar rozmów i okrzyków całej załogi. Jak się okazało w agregacie pękł wał i tłoki wyrwały bok silnika, rozsypując szczątki po całej maszynowni. Obraz był straszny, ale dla mnie radujący serce. Z drugiej strony co poniektórzy patrzyli na mnie dość dziwnie, znając moją miłość do „krowy” podejrzewali być może, że czegoś mu dosypałem do oleju? Statek został skierowany do Vancouver na remont, który potrwał ponad miesiąc, dając nam możliwość dość dokładnego zapoznania sie z urokami tego pięknego miasta i jego mieszkanek, to znaczy mieszkańców. Nie ma tego złego... , choć dla mnie to nie było takie znów zło... |
| W.S. |
| home home old |