Copka


Czyli Jasiowa przygoda, w której omalże nie stracił swego ukochanego nakrycia głowy, bo ludzie na statkach przywiązują się do najdziwniejszych rzeczy...


Często podczas postoju w oczekiwaniu na swoją kolej rozładunku przy bazie, statki dokonywały między sobą różnych „transakcji”. Najczęściej było to wzajemne uzupełnianie stanów opakowań tekturowych do ryby. Bywało, że statek który właśnie przyszedł z kraju miał pełne ładownie tego dobra, a inny po kilku miesiącach pracy nie miał ich prawie wcale. Toteż przewoziliśmy je statkowymi szalupami korzystając z osłoniętych wód w zatoce. Nie było to zgodne z przepisami, ale wobec braku innych możliwości (trawlery nie miały na pokładzie odbijaczy, żeby móc stanąć burta w burtę), metoda ta była stosowana powszechnie. Szalupy nie przystosowane do przewozu ładunków czasami stwarzały zabawne, a czasami groźne sytuacje.

Jedna z nich miała miejsce na zatoce Berkeley na Falklandach(chyba tak się zwała ta zatoka). Pobieraliśmy ładunek kartonów z któregoś odrowskiego trawlera. Jako że to nam były one potrzebne, transakcja odbywała się naszymi dwiema szalupami. Na każdej z nich był dowodzący oficer, motorzysta i dwóch marynarzy. Każda brała na siebie dwa hiwy kartonów spiętych liną i podjeżdżała do naszej burty. Tutaj rener bauma wpinany był kolejno w każdą z lin i paczki wędrowały jedna po drugiej na pokład. Podczas jednego z unosów, jakieś półtora metra nad szalupą paczka wysunęła się z opaski i kartony runęły na szalupę. Jeden z marynarzy, oczywiście Jasiu, zepchnięty impetem spadającego ładunku znalazł się w lodowatej wodzie, przysypany kartonami. Po chwili wychynął na powierzchnię wypchnięty samonapełniającą się powietrzem kamizelką. Chłopcy z szalupy natychmiast wciągnęli go na burtę, a zaraz potem wyciągnęliśmy go całego dygocącego, w szoku termicznym na pokład, woda miała niewielo ponad 4st.C. Jasiu przez cały czas, od wychynięcia na powierzchnię po gorący prysznic przez szczękające zęby, trzęsąc się wykrzykiwał: moja copka, sukajcie mojej copki, moja copka!

No tak, Jasiu był znany ze swego wyjątkowego przywiązania do swojej, latami noszonej „szczęśliwej” czapki.

A gustowną czapeczkę Jasia chłopcy także  wyłowili, potem długo jeszcze zbierali z wody porozrzucane kartony, coby angole nie daj Boże nie zauważyli śmieci...


W.S.
home
home old