Poczta


Operacja przekazywania poczty była jedną z ważniejszych dla nas wszystkich.


Wiadomo, że w morzu poczta z domu należy do najważniejszych modulatorów dobrego samopoczucia. Toteż każdy statek idąc z portu na łowisko zabierał pocztę dla całej operującej w regionie floty. Operacja przekazywania poczty była jedną z ważniejszych dla nas wszystkich, połowa załogi wpatrzona w rzuconą z ”pocztowego trawlera” do wody beczkę z listami siłą woli trzymała ją w zasięgu statku by broń Boże gdzieś między falami nie zniknęła, bo i tak się zdarzało. Napięcie sięgało zenitu, kiedy bekę otwarto a listy rozdzielano... Łatwo było rozpoznać tych co listy z domu dostali... Nie zawsze wszystko przebiegało zgodnie z życzeniami rybaków. Czasami statek z pocztą szedł na łowisko oddalone o kilka dni drogi, nie każdy kapitan rzucał robotę by popłynąć po listy. Kuriozum okazała się sytuacja, kiedy kapitan „Sejwala” odmówił popłynięcia po listy do bazy odległej o kilka dni drogi, jednak kiedy skończyły się papierosy w kantynie, nie opierał się, pognaliśmy na Falklandy co koń wyskoczy (stary palił oczywiście).

Jednak najbardziej przykrą sytuację przeżyłem na Humbaku, kiedy poławialiśmy ostroboka na południowym Pacyfiku. Pogoda jak to w ryczących czterdziestkach i pięćdziesiątkach. Pędzące jedna za drugą góry wody, między którymi nasza 417-stka chowała się jak królik w bruździe. Praca na pokładzie ciężka, w związku z tym i humory takie sobie. Po jakimś miesiącu połowów dostaliśmy wiadomość, że któryś trawler z Gryfu płynie w naszym kierunku z pocztą. Mieliśmy spotkać się po południu, dobrze sie składało, bo wiatr zelżał i była nadzieja na bezproblemowe przekazanie paczki. Rzeczywiście, kiedy „gryfik” (nie pamiętam już nazwy) pojawił się w odległości kilku kabli, ocean był już w miarę spokojny, jednak widoczność szybko spadała, bo nadchodził zmierzch. Stojąc przy burcie obserwowaliśmy ze zdumieniem poczynania marynarzy na statku obok, zamiast załadować listy do plastikowej beczki, panowie owi włożyli je do słoja, słój do worka plastikowego i wyrzucili całość do wody tak niefortunnie że słój uderzył o ich burtę, stłukł się i zatonął... Nie pamiętam w ciągu tych kilku lat pływania takiej wściekłości jaka opanowała wówczas całą załogę...

W.S.
home
home old