SCENARIUSZ PRZEDSTAWIENIA (ok. 25 min.)
„DZIADEK WOJTEK, BABCIA RENIA I ICH MORSKIE, czy tylko? WSPOMNIENIA”
opartego na wspomnieniach Wojciecha Seńków w opracowaniu Elżbiety Głowackiej
Osoby: Dziadek Wojciech (były pracownik WSM w Szczecinie, Muzeum Rybołówstwa Morskiego w Ś-ciu, rybak Przedsiębiorstwa Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich „ODRA” w Ś-ciu, obecnie na zasłużonej emeryturze) Babcia Teresa – żona dziadka Wojciecha Wnuki – Ania, Mikołaj, Bartek
SCENA I i OSTATNIA Na scenie stoi lampa nocna, stolik, szafka z książkami, „płonący” kominek, obok niego w dwóch wygodnych fotelach siedzą Babcia i Dziadek. Babcia haftuje, Dziadek czyta gazetę. Z boku sceny stoi wieszak z płaszczami Dziadków. Zza kulisy dobiega stłumiony dźwięk telewizora (jakieś nagranie najlepiej reklam) Babcia Ależ mamy jesienną zimę tego roku. Jak ja nie lubię takiej pogody. Zawsze przypomina mi się historia zatopionej Winety, a teraz coraz częściej. Przecież ze Świnoujściem może stać się to samo, co z tym legendarnym nadbałtyckim miastem. (telewizor przycicha, flecistka gra „Strefę burzy”) Dziadek Nie kracz Reniu. (dźwięki telewizora się wzmagają) Babcia Ale pomyśl Wojcieszku, czy nie mam racji. Pamiętasz przecież, że dawno, dawno temu, w ciemną, jesienną noc wielka fala zalała Winetę i jej mieszkańców za ich złe uczynki: chciwość, nienawiść, egoizm i życie na pokaz. A dziś Świnoujście bogaci się, ludzie coraz więcej czasu poświęcają na zdobywanie pieniędzy, a mają go coraz mniej dla rodziny i przyjaciół. Nawet nasze dzieci znów nam podrzuciły wnuki pod opiekę, a one chyba się nudzą z nami, ciągle oglądają telewizję. Dziadek Gdyby się nudziły, to nie przychodziłyby do nas tak chętnie. Babcia Czasami myślę, że przychodzą tylko na ciasteczka. Dziadek (ożywia się) A upiekłaś? Babcia No pewnie. Dziadek To podaj je kobieto i nie zrzędź. Do ciasteczek przyda się herbata z Twoim sokiem malinowym. Jak poczują zapach ciasteczek i malin, odejdą od telewizora. A poproś Anię, by Ci pomogła. Już jest wyższa od Ciebie. (woła) Mikuś, Bartek, chodźcie na ciacha. (dźwięki telewizora milkną) Babcia wychodzi i razem z Anią wnoszą herbatę i ciastka Chłopcy wnoszą pufy Babcia O, małe łakomczuchy już przybiegły. Mikołaj obok mnie, Bartek przy dziadku. Siadajmy póki herbata gorąca. (Jedzą ciastka, pija herbatę, gitarzyści grają „Opowieści żeglarza”) Dziadek A teraz bajka, Babcia opowie Wam... Bartek (przerywając) Tylko nie legendę Winety, znamy ją na pamięć. Lepiej dziadku opowiedz o swoich przygodach. Babcia (cicho i nieco złośliwie) Znam je na pamięć Mikołaj (prosząco) Dziadku, o żółwikach, o żółwikach. Bartek (groźnie) Dziadku, a może o piratach. Dziadek O żółwikach i współczesnych piratach – celnikach może być? Gitarzyści grają utwór „Piraci”, dziadek szuka okularów i czegoś na półce. Dziadek (dalej szukając) W zasadzie będzie to opowieść o kożuszku, łańcuszku, zegarkach, zakamarkach, żółwikach i celnikach. Babcia (zdziwiona) Będzie wierszem? To coś nowego. Dziadek (speszony) No nie, wierszy jeszcze nie zacząłem pisać. Wystarczy, że Ania z ojcem namówili mnie na redagowanie własnej strony internetowej, (do publiczności) podaję adres: www.morze.zoom.swidnica.pl ,oczywiście bez ogonków. Dziadek (wyjmuje z półki pamiętniki) Ale pozwólcie, że podeprę się swoimi zapiskami. Ja oczywiście wszystko pamiętam, ale Babcia będzie mi suszyć za chwilę głowę, że pomyliłem fakty i żółwi było pięć, nie dwa, celniczka - piękna jak marzenie, że wiozłem walizkę zamykaną na cyfrowy zamek, do którego zapomniałem szyfr, a nie zwykły worek marynarski zamknięty łańcuchem i tak dalej...(siada) Bartek Dziadku, do rzeczy Dziadek To był powrót z długiego rejsu w okolice Falklandów. (klarneciści grają „Łódko płyń”, Dziadek przegląda zapiski, pozostali zajadają ciastka) Statek pozostawał na łowisku, a załogi wymieniały się drogą lotniczą. Jako prezenty wiozło się bliskim wówczas kożuchy, skóry. Jak każdy szanujący się rybak, także i ja dokonałem stosownych zakupów. Upchnąłem je w worku żeglarskim i żeby nie stracić nic z zawartości (np. podczas przesiadki na wielkim lotnisku w Buenos Aires) worek zamknąłem na przemyślnie zawiązany łańcuch. Babci kupiłem ciepłą kamizelę futrzaną (już wtedy była zmarzluchem). (wskazując na wnuki): Twojej mamusi kupiłem kożuszek, a twojemu i twojemu tacie wiozłem jako pamiątkę malutkie żółwie malowane. Były tak maleńkie, że znakomicie mieściły się w mydelniczce, gdzie miały sporo miejsca do "biegania". Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że wwożąc je do Polski nie do końca jestem w porządku wobec przepisów celnych. Toteż od czasu do czasu niepokoiła mnie myśl o kwarantannach i innych tego typu przyjemnościach, jakie mogły mnie czekać w wypadku odkrycia „przemytu”. Zwierzakom zapewniłem podczas lotu dobre warunki, całą drogę przebyły w sporym, otwartym, plastikowym pudełku wyścielonym ligniną nasączoną wodą. Dodatkową atrakcją lotu były stewardesy, które zachwycały się maluchami i chętnie ofiarowywały pomoc w trosce o moich pupilów, budząc zazdrość u pozostałej części załogi. (tu zerka niepewnie na „zgorszoną” Babcię). Żółwiki powędrowały do mydelniczki i do kieszeni spodni, dopiero po wylądowaniu w Goleniowie. Znaleźliśmy się tam późno w nocy, zmęczeni i zniecierpliwieni, zwłaszcza, że za szybami hallu czekały na nas równie zniecierpliwione rodziny... Babcia (rozmarzona)Jak ja wtedy na niego czekałam. Pół roku sama z małymi dziećmi.... Już sobie wyobrażałam te rodzinne spacery po świnoujskiej plaży, pod błękitnym niebem... Skrzypek gra „Blue Sky”, w połowie chłopcy zaczynają się niecierpliwić i kręcićBartekDziadku, dalej... Mikołaj Co z żółwikami? Dziadek (spokojnie i powoli) Chciał, nie chciał, ustawiliśmy się w kolejce do odprawy celnej – współczesnych piratów. Trafiłem na paskudnie umalowaną celniczkę (do wnuczki) – (Aniu nie maluj się nigdy zbyt mocno), Ta celniczka, która choć oficjalna, usiłowała nawet być miła (zerka niepewnie na Babcię, która zawzięcie haftuje), po przepytaniu mnie na okoliczność wwożonych towarów, zapragnęła obejrzeć kożuszek jaki przywiozłem dla Dorotki (twojej mamy). Problem pojawił się w momencie, kiedy okazało się, że łańcuch jakim zamknąłem worek żeglarski, okazał się zaciśnięty w sposób uniemożliwiający ręczne go otwarcie. Celniczka widząc „trudności obiektywne” zrezygnowała z zaspokojenia ciekawości, zamaszyście przybiła deklarację, życząc miłego wieczoru. Już się widziałem w objęciach rodziny, kiedy poprosił mnie celnik z tzw. „czarnej brygady” – prawie prawdziwy pirat. - Proszę wziąć swoje bagaże i udać się do tej kabiny - i wskazał znajdującą się obok kabinę z kotarą, a mnie przez mózg przeleciało straszne słowo KWARANTANNA i te cholerne (z przerażeniem patrzy na Babcię)...(Babcia „karci” Go wzrokiem) .... żółwie tkwiące w kieszeni... Tymczasem celnik zainteresował się zamkniętym na amen workiem. - Proszę pokazać - co pan ma w tym worku. Bartek (przerywając) Trzeba było powiedzieć, że kota. W worku zazwyczaj ma się kota. Ania (pogardliwie) Kota, to niektórzy po prostu mają. Taki tekst do celnika? Bartek Chyba do pirata. Mikołaj (przekrzykując Bartka) Ale przecież żółwiki miałeś w kieszeni, nie w worku. Babcia Dzieci, dzieci.... Dziadek (grzecznie) No więc pirat, oj, celnik kazał mi pokazać, co mam w worku. Odparłem: - chętnie, już pańska koleżanka chciała do niego zajrzeć, ale nie udało mi się go otworzyć, łańcuch się zacisnął, ale jak Pan potrafi, to proszę spróbować. Celnik rzucił się na łańcuch, usiłując poluzować ogniwa, to tak, to siak, a ja nie wiedziałem -śmiać się czy wściekać, tuż obok czekała rodzina, a ja tkwiłem z tym dociekliwym człowieczkiem jak ofiara losu... W końcu jednak, przy użyciu jakichś kombinerek worek został otwarty, oczywiście nie było w nim nic, co byłoby niezgodne z deklaracją celną, co bardzo zirytowało „czarnego pirata”. Przepatrzył jeszcze pozostałe moje bagaże, także bez spodziewanego skutku. W końcu kazał mi opróżnić kieszenie, niczym jastrząb rzucił się na mydelniczkę z żółwiami.... Pomyślałem; - cholera ... Babcia (karcąco)Wojcieszku, nie jesteś na lotnisku w Goleniowie, ani na Gople (do wnuków) – to był jeden ze statków, na których dziadek pływał.DziadekNo więc, hmm, hmm – pomyślałem - już po mnie! - ale celnik zrobił wielkie oczy widząc zwierzaki i wyraźnie stracił cierpliwość. - A gdzie zegarki!- krzyknął w rozterce. Przez chwilę nie zrozumiałem o co mu chodzi, a kiedy dotarło do mnie, że wziął mnie za przemytnika zegarków puściły mi nerwy i roześmiałem się w głos: - Panie, to chyba loty się panu pomyliły, jakie zegarki??? my ryby łowiliśmy, a nie zegarki... Celnik, goleniowski Jack Sparrow, zmył się jak niepyszny zostawiając mi pakowanie worka i pozostałych toreb, ale nie miałem do niego pretensji, ważne że do żółwi się nie przyczepił. Gitarzyści grają „Wietrzyk”MikołajDziadku, a przywieziesz mi kiedyś żółwika?AniaA ten to tylko o żółwikach. Mikołaj, tobie najwyżej mogę opowiedzieć legendę o Mikołajku nadmorskim. Miłym, ale bardzo niegrzecznym chłopcu, który za swoje swawole został zaklęty w piękną roślinę rosnąca na nadbałtyckich wydmach. (Mikołaj, by nie słuchać legendy, szybciutko zbiera swój kubek, łyżeczkę i talerzyk – ucieka ze sceny, za nim Ania ze swoimi naczyniami. Babcia zawzięcie haftuje, udając, że nic nie słyszała i nie widziała). Bartek Lubię tę legendę, mimo, że znam ją prawie na pamięć. Szczególnie lubię ten fragment, gdy Tryton, swym wielkim mieczem rozsiekał na kawałki Mikołajka i porozrzucał je po nadbałtyckich wydmach (ruchami „ilustruje” scenkę, w tym czasie:. Dziadek (rozmarzony) Lubię tę legendę, a szczególnie ten fragment, gdy Mikołajek podstępem zabiera szaty Amfitryny, pięknej żony samego boga mórz Posejdona, a ona wygrzewa się w tym czasie na gorącym, nadmorskim piasku, w jasnych promieniach słońca, ostre cienie podkreślają jej krągłosci. .... (przestraszony swymi słowami wstaje i karnie znosi za kulisy swój kubek, talerzyk i łyżeczkę). Tego Babcia już nie może znieść, wypycha „walczącego” Bartka za kulisy, krzycząc: Babcia Wnuki moje kochane. Teraz kąpiel, mycie zębów, pidżamy, łóżka i żadnych, powtarzam żadnych morskich opowieści. Jesteście już tak dorośli, że na godzinkę zostaniecie sami. Dziadek wraca po pozostałe naczynia i tu Go „łapie” Babcia Babcia A z panem, panie Wojciechu porozmawiam na nadmorskim spacerze. Proszę się ciepło ubrać, założyć dobre okulary, bo dziś zamierzam z Panem oglądać gwiezdny pył, który spada zawsze, w każdą pogodę, na wszystkich, ale tylko szczęśliwi mogą go zobaczyć. (do publiczności) I nie jest to żadna legenda.... sprawdźcie. skrzypek gra „Star Dust”, „Dziadkowie” nawzajem się ubierają i schodzą objęci ze sceny, światło gaśnie |
| W.S. |
| home home old |